Wycieczki
Wycieczki organizowane dla uczniów w szkole

Relacja z wyjazdu do Hiszpanii na Costa Blanca (wrzesień 2024)
Na przełomie września i października 2024 została zorganizowana przez nauczyciela geografii i informatyki dwudziesta druga edukacyjna wycieczka zagraniczna.
Po eksploracji Szkocji w chłodniejszym i bardziej pochmurnym klimacie, przyszedł czas na słoneczną Hiszpanię, a konkretnie jej środkowo-wschodnią część, czyli wybrzeże Costa Blanca. To dopełnienie wcześniejszych wyjazdów do tego kraju. W 2016 r. uczniowie uczestniczyli w projekcie realizowanym nad wybrzeżem Costa Brava w regionie Katalonii, a w 2019 mieli okazję zwiedzać wybrzeża Costa del Sol i Costa de la Luz na obszarze Hiszpanii, choć dotarli także nad portugalskie wybrzeże z pięknym Faro i Algarve.
Każde wybrzeże geologicznie jest nieco odmienne, ale klimatycznie mają wspólną cechę: są doskonale nasłonecznione. Obecnie mieliśmy okazję przekonać się o tym tuż po wylądowaniu w Walencji, gdzie temperatury o tej porze roku sięgały 38 stopni C.
Naszym celem zwiedzania w pierwszym dniu wyprawy była Denia, kameralne miasteczko u wybrzeży Morza Śródziemnego w prowincji Alicante. Wybraliśmy błękitny autokar, aby się tam dostać, gdyż jego kolor kojarzył nam się z bogactwem morskiej wody otaczającej ten region. Dzięki temu, że Denia znajduje się u podnóża góry Montgo, jest aż 320 słonecznych dni w roku i tego właśnie doświadczaliśmy każdego dnia. Zobaczyliśmy port Marina de Denia, z którego regularnie odpływają statki na Baleary czy Ibizę, a w dokach znajdują się ogromne ilości jachtów. W okolicy Denii jest też sporo górskich szlaków, np. Parque natural del Montgo, a w mieście Park de Torre Cremada, ogród Botaniczny La Alberca z dużym bogactwem rozmaitych roślin, główna atrakcja Castillia de Denia, zamek, który zdobyliśmy w dwóch podejściach w przedostatnim dniu naszej wycieczki. Miasteczko ma główną ulicę Carrer Marquez de Campos, na której w lipcu odbywa się gonitwa byków do portu morskiego. W 2015 miasto uznane przez UNESCO za gastronomiczną stolicę Morza Śródziemnego, dlatego nie mogliśmy dokonać innego wyboru z obiadowego menu, jak kalmary i krewetki.
'W drugim dniu udaliśmy się czarnym autokarem się do Alicante. To dlatego, że nastawialiśmy się na zatłoczone miasto, ale też wiedzieliśmy, że staniemy na pięknej promenadzie Passeig de l’Esplanada d’Espanya w otoczeniu dorodnych palm, która jest wyłożona mozaiką, składającą się z trzech podstawowych kolorów, czerwonego, kremowego i właśnie czarnego. Najwięcej czasu w tym mieście poświęciliśmy na wizytę w Zamku św. Barbary położonym na wzgórzu Benacantil. Jedna z uczestniczek: Basia, zastanawiała się, czy wybór patrona zamku nie miał coś wspólnego z bogactwami, np. z węglem i świętem, które w Polsce obchodzimy 4 grudnia, ale powód wyboru patrona był bardziej banalny: po prostu 4 grudnia 1248 r. zamek został zdobyty przez siły kastylijskie i przyjęto patrona, którego w tym dniu wspominano. To na tym zamku zrobiliśmy pierwsze wspólne pamiątkowe zdjęcia, ponieważ widoki na morze z wysokości ponad 160 m są wyjątkowe. Zainteresowała nas przede wszystkim La Torreta, czyli najwyższa część zamku z murami i wieżą, ale także z tarasami i widokiem na współczesną część miasta i wybrzeże.
W drugiej części dnia postanowiliśmy pojechać na specyficzną plażę otoczoną ogromną ilością potężnych wieżowców. Każdy turysta chce być jak najbliżej morza i mieć na nie widok. To zdecydowanie wybrzeże z drapaczami chmur mającymi nawet 50 pięter, dlatego niektórzy mówią o nim, że to takie europejskie Las Vegas, Nowy Jork, czy San Francisco.
Nas szczególnie zauroczyło widokowe miejsce Mirador del Castillo lub inaczej Balcon del Mediterrano. Prowadzą do niego schody z placu zamkowego, a z tego balkonu widać majestatyczną wyspę, znajdującą się niespełna 3 km od wybrzeża. O niej opowiada jedna z legend o miłości Roldána i Aldy. Okazuje się, że wyspa jest podobna do ogromnej skalnej szczeliny na szczycie góry Puig Campana, znajdującej się w pobliżu Benidorm.
Otóż dawno temu żył w górach olbrzym o imieniu Roldán. Nieopodal szczytu wybudował chatę, aby mieć schronienie gdy było zbyt gorąco. Pewnego dnia, podążając w stronę morza, zobaczył młodą, śliczną dziewczynę. Dziewczyna kąpała się w morskiej wodzie, ale gdy wyczuła obecność olbrzyma, bez lęku zaoferowała mu morską wodę w swoich dłoniach. Kiedy olbrzym zaczął pić, Alda zaśmiała się. Podobnie olbrzym roześmiał się z taką siłą, że aż góra się zatrzęsła. Olbrzym zabrał dziewczynę do chaty. Zakochani od pierwszego wejrzenia cieszyli się ogromnym szczęściem. Jednak pewnego dnia Roldán wracając do chaty, zauważył dziwną postać, która ostrzegła go, aby biegł do chaty jeśli chce znaleźć swą ukochaną przy życiu, bo gdy dzień się skończy, jej życie także dobiegnie końca. Roldán widział jak jego ukochana umierała. Ból i rozpacz olbrzyma były tak wielkie, że gdy Słońce zmierzało ku zachodowi Roldán pobiegł w stronę Puig Campana, i wściekłym rozmachem swego miecza rozłupał ogromną część góry, która uleciawszy w powietrze, z impetem spadła do morza. Parę chwil później Słońce schowało się całkowicie. Alda na zawsze zamknęła swe cudowne oczy, a Roldán trzymając swą ukochaną w ramionach, dotarł do plaży, a potem przedzierał się przez wodę, trzymając ukochaną wysoko ponad taflą morza, aż dotarł do wyspy. Tam ją pochował i sam pozostał chcąc chronić ją po wieczność.
W trzecim dniu naszej wycieczki zdobywaliśmy Murcję, Elche i znajdujący się w pobliżu gaj palmowy. Chyba nikt z nas nie widział do tej pory tak ogromnej ilości palm nagromadzonych w jednym ogrodzie. Są z różnych stron świata, a wśród nich ta jedna... cesarska, gdzie jeden pień stanowi podstawę dla siedmiu palm. Każdy miał tu chwilę na spacer i utrwalenie niezapomnianych widoków w aparatach fotograficznych. Kto chciał, mógł też kupić daktyle, żeby po powrocie do domu poczuć również smak tego miejsca.
Po południu w niedzielny piękny dzień powędrowaliśmy do Murcji gdzie mieliśmy okazję przejść od katedry do kasyna, zwiedzając osobliwości tego miasta. Nasz dzień nie kończył się tak prędko, ponieważ wieczorem w hotelu czekały na nas bogato zastawione lady z ogromną ilością potraw do wyboru, a później mogliśmy pływać nawet do 23.00 w basenach hotelowych wykonanych w formie kaskady.
Następnego dnia wybraliśmy sobie 440. autobus w kolorze granatowym, bo w planie mieliśmy zwiedzanie miasteczka Guadalest, ale warto wiedzieć, że jest tam też kręta rzeka o takiej nazwie i piękne wodospady. Jak ktoś jeszcze nie był w tym miejscu Hiszpanii to powinno koniecznie znaleźć się na liście jego planów. Widoki z miasteczka z 220 mieszkańcami są imponujące. Dotarliśmy do Castillo de San José, czyli Zamku w Guadalest, umiejscowionym na skale w najwyższej części miasteczka, aż 586 metrów nad poziomem morza. To z tego miejsca zobaczyliśmy w dnie doliny imponujących rozmiarów zbiornik wodny Embassament de Guadalest.
Jeśli morze jest za gorące, to w pobliżu tej miejscowości można się wykąpać w wąskim przełomie rzeki i wodospadów Algar. Ze śmiałkami eksplorowaliśmy wartki nurt rzeki w wąskiej skalnej szczelinie. To już nie 25 stopni jak w morzu, ale bardziej rześkie 16 stopni. I na koniec ta wisienka na torcie, czyli hiszpańskie Santorini: Altea. Wąskie uliczki w otoczeniu pomalowanych na biało kamienic, a w centralnej części kościół z piękną niebieską kopułą. Kolejna niesamowita perełka w Europie... Tak dużo wrażeń w ciągu tych kilku dni zachęciło nas w kolejnym dniu do odpoczynku. Udaliśmy się pieszo do centrum Denii, by eksplorować jej zakątki. Zobaczyliśmy też zamek. Rano był dla nas niedostępny, dlatego w czasie, kiedy Słońce było najwyżej nad nami, przedostaliśmy się na pobliską plażę. Tu w promieniach Słońca przy bezchmurnym niebie, spędziliśmy kilka godzin. Wieczorem najwytrwalsi zdobyli wreszcie zamek w Denii, z którego można było podziwiać widoki na zatokę i port w granicach tego miasta.
Ostatni dzień przeznaczyliśmy na zwiedzanie Walencji. Zdecydowaliśmy się na autobus nr 410 w kolorze błękitno-beżowym. Jechaliśmy przecież do miasta, które stanowi pomost między pięknym morskim nabrzeżem, a spaloną od żaru ziemią. Nie bez powodu, jak było napisane na autobusie, chcieliśmy to jeszcze raz przed wylotem poczuć i doświadczyć. Kościoły, giełdy, parki, areny, stadion Walencji i port... Widać, że w tej części Hiszpanii, przy wybrzeżu Costa Blanca, to stolica!
Rano dotarliśmy do Miasta Sztuki i nauki w Walencji, czyli La Ciutat de les Arts i les Ciencies. Jest to taki rodzaj futurystycznego kompleksu kulturalno-rozrywkowego. Większość z budynków została zaprojektowana przez światowej sławy architekta Santiago Calatrava, wzdłuż płynącej w tym miejscu kiedyś rzeki Turia. Obecnie, po tym, jak miała tu miejsce niszczycielska powódź, koryto rzeki przekierowano na obrzeża Walencji. Pozostawiono jednak błękitną wodę w specjalnie przygotowanych basenach z białego kamienia. Kompozycja z białymi budynkami jest powiązana ze śródziemnomorską kulturą, w której barwy bieli i błękitu symbolizują morze i światło.
W starszej części miasta odwiedziliśmy też m.in. arenę walk byków w Walencji: Placa de Bous de Valencia. Nasz przewodnik barwnie przedstawił historię corridy hiszpańskiej, bo to obok flamenco jeden z elementów kultury tego kraju. Dla nas igrzyska wydają się kontrowersyjne, ale Hiszpanie traktują to jako rodzaj teatralnego widowiska podzielonego na akty, tzw. tercios. Obok zobaczyliśmy też majestatyczny budynek dworca kolejowego, siedzibę Rady Miasta, budynek poczty głównej, siedziby banków i kościoły. W Walencji w samym centrum miasta jest też wkomponowany stadion pierwszoligowej drużyny piłkarskiej. Kto chciał mógł obejrzeć ten stadion od środka i usiąść w loży trenerów. Wieczorem musieliśmy się przemieścić na pobliskie lotnisko, z którego przylecieliśmy do Polski.
Relacja z wyjazdu do Szwajcarii (maj 2022)
Zagraniczne
wycieczki edukacyjne są już tradycją w naszej szkole.
W tym roku szkolnym
uczniowie udali się do Szwajcarii.
Noclegi spędzali w otoczeniu przepięknych krajobrazów doliny Lauterbrunnental.
Głównym celem wyprawy była eksploracja alpejskiego
krajobrazu i okolic jednego ze szczytów w Alpach Pennijskich - Matterhorn,
uważanego przez wielu za najpiękniejszą górę świata.
Z
Gornergrat (3135 m.n.p.m.) podziwiali także alpejski krajobraz z licznymi
lodowcami między wieloma czterotysięcznikami wraz z najwyższym w tym kraju
Dufourspitze (Monte Rosa 4634 m.n.p.m.) oraz czternastokilometrowym lodowcem
Gornergletscher, trzecim co do wielkości w Alpach.
W
trakcie ośmiodniowej wycieczki, uczniowie mieli też okazję poznać kulturę tego
kraju, przebywając w najważniejszych ośrodkach Śzwajcarii:
- Lozannie,
położonej na trzech wzgórzach nad Jeziorem Genewskim, z piękną gotycką katedrą
Notre-Dame
-
Lucernie stanowiącej wrota do Alp nad Jeziorem Czterech Kantonów Leśnych;
- Zurychu
położonym nad Jezüiorem Zuryskim, siedzibie najważniejszych instytucji
finansowych i centrów biznesowych
-
Bernie, stolicy Szwajcarii położonej nad rzeką Are z przepiękną średniowieczną
starówką wpisaną na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Zobaczyli
też wiele atrakcji przyrodniczych, jak np.
-
Wodospady Rheinfall w Schaffhausen na rzece Ren z potężnym przepływem,
sięgającym nawet 1200 m3/s;
- punkt
widokowy na szczycie Harder Kulm z wspaniałym widokiem na potężne góry Eiger i
Jungfau;
-
przełom rzeki Aare, gdzie woda wyżłobiła głębokie koryto w bardziej odpornych
na erozję skałach wapiennych;
- Trümmelbach
Falls, czyli największe podziemne wodospady Europy, które wydrążyły liczne studnie,
galerie, tunele i platformy transportując wodę z lodowców Jungfrau.
W
serowarni klasztoru Engelberg uczniowie mieli też okazję poznać tajniki
produkcji najlepszych szwajcarskich serów i podczas degustacji poznać ich smak.
To tam znajduje się także skocznia narciarska, na której podczas treningu Kamil
Stoch skoczył o dwa metry dalej niż obecny rekord skoczni czyli 146 m.
W
Montreux, miejscu wypoczynku gwiazd filmowych, artystów i biznesmenów,
uczniowie wstąpili do kasyno, w którym znajduje się muzeum ze studiem nagrań
Freddiego Mercurego.
Relacja z wyjazdu na Sycylię (październik 2019)
Sycylia – bliżej ognistej plamy gorąca…
Dobiegła już końca kolejna cudowna wyprawa na Sycylię, południowy zakątek Europy, obfitujący w bogactwo różnych atrakcji.
W ostatnim dniu naszej wycieczki popłynęliśmy na Wyspy Liparyjskie, na świecie znane jako Eolskie, bo legendarnie związane z władca wiatru – Eolem.
Największą atrakcją tego dnia, oprócz rejsu wokół malowniczych wybrzeży Lipari i Vulcano, była możliwość wyjścia aż do krateru drzemiącego wulkanu. Szliśmy po lawie, mijając ogromne ilości materiału piroklastycznego w postaci bomb wulkanicznych i lapilli. Momentami oddychanie utrudniały wydobywające się ze szczelin skalnych gazy przesycone siarką. Nie zważając na trudności i pokonując 500 m wysokości względnej, mogliśmy spojrzeć na dno krateru pełne zastygłej błotnistej lawy.
Po uczcie dla oczu mogliśmy zadbać o naszą cerę, zażywając kąpieli błotnych wśród małych „gejzerów” zasilających gorącą wodą zatokę Morza Tyrreńskiego.
A w poprzednich dniach?
Wyjechaliśmy na zbocza Etny. Nie była zbyt gościnna. Temperatura spadła tam do prawie 10 stopni Celsjusza. Wiatr wiał z prędkością naszego halnego. Weszliśmy na czarne ziarna wszechobecnych popiołów. Trawersowaliśmy stożki pasożytnicze, wiedząc, ze pod nami drzemie olbrzymia siła, zdolna unicestwić wszystko w promieniu kilkudziesięciu kilometrów. Etna okazała się dla nas łaskawa, ale wiatr osiągający w porywach do 200 km/h, chciał nas zepchnąć ze zbocza. Trzymaliśmy się razem i paradoksalnie znaleźliśmy schronienie w kraterze.
Kiedy już zjechaliśmy z wysokości ponad 2000 m. n.p.m. mogliśmy wejść na jęzor spływającej całkiem niedawno, bo w 1992 r., lawy. U jej czoła mogliśmy skosztować różnych gatunków miodów i oliwek, doskonałych produktów tego żyznego regionu.
Niedługo potem zanużaliśmy już nasze nogi w pięknym przełomie rzeki Alcantara. Zablokowane tu kiedyś przez potok lawowy wody w korycie rzecznym, drążyły nową drogę wśród twardych skał, by teraz wyeksponować tu piękne słupy bazaltowe.
Tuż przed wieczorem mieliśmy jeszcze okazję odwiedzić Taorminę. Na wzgórzu Monte Tauro mogliśmy podziwiać piękny teatr grecki, katedrę San Nicolo na placu Duomo, a także odpocząć od ulicznego zgiełku w parku Villa Comunale, gdzie z tarasu rozciąga się przepiękny widok na Etnę i na Zatokę Naxos.
Kto chciał mógł się delektować granitą, owocowym sorbetem wspaniale smakującym i orzeźwiającym w ciągu upalnego dnia.
Oczywiście to tylko ostatnie atrakcje naszej zagranicznej wycieczki.
Zwiedzaliśmy jeszcze potężną Katanię z bardzo hucznym miejscem – targiem rybnym, ale też z katedrą św. Agaty męczennicy, która urodziła się w tym mieście i pomimo oddania jej do domu rozpusty, zachowała dziewictwo w zamian za tortury i odcięcie piersi. Obecnie chroni to miasto przed zgubnymi skutkami aktywności Etny.
Zobaczyliśmy barokowe Noto z bogactwem kościołów i odbudowaną katedrę, Ragusę – z bazyliką di San Giorgio, czy katedrą San Giovanni; Modicę, znaną przede wszystkim z czekolady, której receptura wywodzi się już od Azteków – wynalazców czekolady. Czekolada z miasta Modica nie zawiera mleka i wytwarza się ją w stosunkowo niskiej temperaturze, a dodatkowo cukier nadaje tabliczce ciekawej, lekko chrupiącej w ustach faktury. Odwiedziliśmy tu fabrykę czekolady, gdzie kosztowaliśmy jej duże ilości, świeżo wykonanej podczas pokazu.
Jedną z większych atrakcji naszej wycieczki były też Syrakuzy. To tu weszliśmy do parku archeologicznego i przeszliśmy się wokół teatru greckiego i amfiteatru rzymskiego, a także zwiedziliśmy starą cześć miasta, położoną na wyspie Ortigia. Poznaliśmy też ludzi i ich zwyczaje.
Od bardzo profesjonalnie przygotowanych przewodników dowiadywaliśmy się o kulturze Sycylii i o uzależnieniu gospodarki tego kraju od mafijnych układów.
Sycylia urzekła nas swoim pięknem, pozwoliła przedłużyć czas lata i sprawiła, że z większym zrozumieniem podchodzimy do procesów związanych z czynnikami wewnętrznymi kształtującymi powierzchnię Ziemi. Jakże trudno takie procesy wytłumaczyć podczas lekcji, a na tej wycieczce można je było niemal poczuć. To tutaj byliśmy na kontakcie dwóch wielkich płyt tektonicznych: afrykańskiej i eurazjatyckiej (europejska Sycylia leży właśnie na płycie afrykańskiej). Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie poruszały się z zawrotną prędkością przyrostu paznokcia w ciągu roku (ok. 2-5 cm). Musi więc być jakaś siła, która wpycha tę płytę afrykańską pod eurazjatycką. Ta siła płynie z wnętrza Ziemi i jest nią ciepło. Ciepło zmniejsza gęstość materiału, a ten staje się coraz bardziej płynny. Ciepło jest więc dalej wypychane w kierunku skorupy ziemskiej. Sama skorupa jest chłodniejsza i ulega tzw. ujemnej pływalności, czyli tonie, a te przeciwstawne sobie siły doprowadzają do ruchu płyt. W miejscu, gdzie magma jest cieplejsza, dochodzi do rozrostu, a tam gdzie jest chłodniejsza, ma miejsce zrost. Zrastanie się jest bardziej gwałtowne i obfituje w zjawiska wulkaniczne (erupcje) i trzęsienia Ziemi.
Kiedy byliśmy w Katanii, mieliśmy okazję podziwiać wielkie wybuchy Etny z głównego jej krateru. My poruszaliśmy się i mieszkaliśmy na uskoku TLM (od geograficznych nazw: Tindali – Letojanni – Malta), który biegnie wzdłuż wysp: Vulcano, Lipari i Salina. Na zachód od tego miejsca nie stwierdza się obecnie większej aktywności wulkanicznej, ale na wschód znajduje się jeden z najaktywniejszych wulkanów na świecie – Stromboli. Wyrzuca on bomby wulkaniczne i lapille z częstotliwością 3-5 razy w ciągu godziny, ale zdarza się, że znacznie częściej.
Płynęliśmy obok niego. To właśnie na wschód fragment płyty afrykańskiej zapada się jeszcze bardziej z uwagi na uskok i liczne pęknięcia w tym miejscu.
Relacja z wyjazdu do Hiszpanii i Portugalii(maj 2019)
W kwietniu 2019 r mieliśmy okazję polecieć do Hiszpanii i oprócz niej zwiedzaliśmy również południową część Portugalii.
To był już trzynasty wyjazd zagraniczny zorganizowany przeze mnie.
Z relacji uczestników wynikało, że był bardzo udany. Sam też tak to odbierałem, bo to byłą wspaniała młodzież, pozytywnie nastawiona na zwiedzanie.
W ciągu ośmiu dni, w odległości ok. 3200 km od naszych domów, udało się nam zobaczyć m.in. Sewillę, Gibraltar, Kadyks, Jerez de la Frontera, Rondę, Huelvę, Malagę, Marbellę, Esteponę, Albufeirę i Faro.
Eksplorowaliśmy więc południowe wybrzeża Portugalii m.in. w Faro i Albufeirze, wspierane bogatą prezentacją lokalnych przewodników.
Na naszej trasie zwiedzania nie mogło zabraknąć miejsca, gdzie rozbił się samolot z generałem Władysławem Sikorskim na pokładzie. Z geograficznego punktu widzenia nie moglibyśmy sobie pozwolić na pominięcie bogatej Sewilli i uroczego Kadyksu – miejsca narodzin flamenco, ściśle związanych z wyprawami Krzysztofa Kolumba.
Byliśmy gośćmi ekskluzywnego hotelu w Esteponie, gdzie mieliśmy już okazję przywitać się z Morzem Śródziemnym. W tym miejscu nie tylko zażywaliśmy kąpieli w Słońcu, ale też w falach Morza Śródziemnego.
Zobaczyliśmy portową Malagę na wybrzeżu Costa del Sol z wysokiego wzniesienia, które było punktem widokowym na Zamku Gibralfaro. Jest to jedno z większych miast Hiszpanii, które od początku swojego istnienia było kształtowane przez rożne kultury i religie w zależności od tego, kto w danym czasie panował nad tą częścią Półwyspu Iberyjskiego.
Zobaczyliśmy m.in. twierdze zbudowaną jeszcze przez Rzymian – Alcazabę i odkryty dopiero niedawno teatr rzymski znajdujący się u jej stóp. Zobaczyliśmy też wielką renesansową katedrę, która została usytuowana na dawnych arabskich murach meczetu.
Oczywiście obowiązkowo musieliśmy zaliczyć plażę Malaqueta, na którą cień rzucały dorodne palmy. Późnym popołudniem zaglądnęliśmy jeszcze do Marbelli, znanego kąpieliska morskiego, ulubionego przez najbogatszych ludzi z całego świata.
Nie mogło zabraknąć czasu na klimatyczne miasto Ronda już we wnętrzu Półwyspu Iberyjskiego z pięknym kamiennym 150. metrowym mostem.
W ostatnim dniu naszej wycieczki wróciliśmy do Sewilli, by ponownie podejść do murów pięknego pałacu Alkazar i innych atrakcji tego bogatego skrawka Andaluzji.
Dni naszego podróżowania zwieńczaliśmy kąpielą w hotelowym basenie i obiadokolacją, gdzie każdy mógł najeść się do syta, korzystając z bogactwa rożnych potraw serwowanych w formie szwedzkiego stołu.
Poniżej znajdziecie kilka tylko zdjęć z ciekawych odwiedzanych przez nas miejsc. Niestety nie uwzględniam na nich uczestników wycieczki z uwagi na przepisy dotyczące ochrony danych osobowych.
Takie zdjęcia możemy jednak oglądnąć w zamkniętej grupie.



